Byłeś kiedyś moim ciepłem. Miejscem, w którym topniał strach, a świat przestawał być tak zimny. Przy Tobie wszystko było prostsze, nawet to, czego nie umiałam nazwać. Dziś szukam tego ciepła, śmiechu, słów, dotyku. Ale kiedy wyciągam rękę, zostaję z niczym. Jakbym próbowała złapać światło zorzy. Piękne, ale dalekie, nie do zatrzymania.
Próbowałam Cię dogonić. Szukałam Cię w słowach, które nie przychodziły. W ciszy, która stawała się coraz cięższa. W chwilach, w których miałeś być, a Ciebie nie było. I w sobie- tam, gdzie kiedyś zostawiłeś swój ślad.
Nie piszę tego, żeby Cię zatrzymać. Nie chcę też robić z siebie kogoś, kto błaga o uwagę. Piszę, bo stoję na granicy: między czekaniem na Ciebie a pozwoleniem sobie odejść. A Ty milczysz. Jakbyś już dawno wybrał. I boję się tych myśli. Decyzji, które podjąłeś. Nie mam na nie wpływu. One już zapadły.
Nie chcę już szukać światła, które nie wraca. Nie chcę marznąć przy kimś, kto kiedyś był bezpieczną przystanią, a dziś jest tylko daleką północą. Wołam a odpowiada mi pustka w pozornie uprzejmej odpowiedzi.
Umeå