Dziś ktoś mi bliski stracił kogoś bliskiego sobie. Czuję ten ból i jest mi z nim trudno. Nie mam nic poza słowami a te nie utulą i nie wystarczą. Nie dotyka się rany jeśli nie ma się potrzebnych środków, by przynieść ukojenie. Tu nie mam. Można być osobno a jednak być blisko. Ona była blisko, choć On wolał być daleko. A może było odwrotnie? To teraz nieważne. Byli dla siebie, choć osobno, to na swój sposób blisko. Tak jak my teraz Przyjacielu. I rozumiem ten ból straty. Bardziej niż potrafię wyrazić. Mój Przyjacielu dobrze wiesz jak często byłam w takiej samej sytuacji, kiedy ostatecznie nie mogłam się pożegnać, jak wielu słów nie zdążyłam powiedzieć, ile ciepła uleciało z powodu czyjegoś braku. Być może to zahartowało mnie bardziej niż myślałam? A może zaczęłam liczyć się ze stratą już na początku znajomości? Przecież traci się kogoś nie tylko wtedy, gdy umiera. Czy to uczy mnie mój Przyjacielu doceniać każdą daną chwilę czy raczej dystansu wiedząc jak się to wszystko skończy, zakładając jedyną znaną mi opcję? Wiem, że nie chciałabym żyć dłużej niż Ty. Tak, jak nie chciałabym żyć dłużej niż moje dzieci. Śmierć towarzyszy mi odkąd pamiętam. W mojej pracy muszę się z nią liczyć z szacunkiem. Wiele razy już o niej pisałam ale dziś kiedy dotyka straty kogoś bliskiego żadne słowa nie są wystarczające. Mogę tylko być. Na wyciągnięcie ręki, na odpowiedź na pełną bólu wiadomość. Ty byłeś dla mnie tym miejscem, w które wpadał mój żal po śmierci Pawła. Może i ja będę potrafiła tak mocno wspierać jak Ty to robiłeś? Mam doświadczenie i szczerą potrzebę bycia blisko. Doświadczam straty nieustannie. Nie tylko wtedy, gdy zabiera mi bliskich ich śmierć. Tracę ich. Żyją a jednak Ich tracę. Może nie powinnam tak do tego podchodzić, gdy zaczynają iść inną ścieżką niż w moim kierunku? To nie jest przecież Ich strata. Mnie można ot tak zostawić. Zrobiłam swoje w Ich życiu i na tym koniec. Nie mam patentu na czyjeś szczęście. To Mnie boli ich strata. Oni po prostu idą dalej. Nauczyłam się przed tym bronić nie dopuszczając do siebie nikogo na tyle blisko, by znowu bolało, kiedy odejdzie. Ty też odszedłeś. Wiem, nie moglibyśmy być razem i tego od Ciebie nie oczekiwałam. Dobrze o tym wiesz. Mam swoją rodzinę i też z niej nie zrezygnuję by być bliżej Ciebie. To jest poza nami. O inną stratę mi chodzi. Ci, których chciałabym blisko są daleko. Próbuję zapełnić ich brak każdego dnia. Twój brak wypełnia pisanie, muzyka, nasze rozmowy. Nie Twoje ciepło i zapach. Dotyk koszuli i smak Twojej skóry na ustach, który pozostaje po powitaniu. Nie straciłam Ciebie ale też nie jesteś blisko. Może nie potrafię zatrzymać przy sobie ludzi, których kocham? Może odchodzą, bo myślą, że dam radę, jak zawsze? Albo myślą, że nie są dla mnie tak ważni jak naprawdę są? Co mi zostaje Kochany gdy nie chcą wiedzieć jak bardzo za Nimi tęsknię i jak wiele bym dała choćby za chwilę w ich życiu, która mogłaby wracać, kiedy nasze ścieżki znowu się zbiegną. To zbyt wiele? Zbyt wiele. Po raz kolejny. Dziś płaczę po kolejnej stracie. Niby wiedziałam, choć jeszcze się łudziłam. Czy opowiem o tym komuś? Nie. Moje słowa nie są dialogiem. Próbowałam. Dziś Pustka kroczy z Milczeniem. Czas je pożegnać. Odchodzą z Nadzieją. Ona podobno umiera ostatnia.
Strata