Podróże

Uwielbiam podróże ale to dla tych, którzy mnie znają żaden sekret. Kiedyś mogłam tylko czytać. Tomki i Samochodziki 😊 wszystkie. No i Anię z Zielonego Wzgórza ale to inny temat… Uwielbiałam mapy i planowanie podróży- nie jestem kobietą typową- nie mylę stron i dobrze sobie radzę z mapą w terenie… No cóż- tak mam. Zawsze chciałam wyjechać daleko by sprawdzić jak to tak naprawdę wygląda. I stało się. Dużo cielawiej jest przypomnieć sobie jak pachnie Krym- morzewielnik- wzzechobecny, żywiczny zapach… Nie sosnowy, który kojarzy się z nadmorskim lasem a zapach skąpanego w słońcu jałowca. Pachną owoce, drobne igiełki i drewno, z którego robione jest wiele rzeczy gospodarstwa domowego. Wyjątkowy, niepowtarzalny zapach. Z czytaniem o podróżach i podróżowaniem jest jak z oglądaniem tortu na wystawie. Patrzysz- masz ochotę spróbować, możesz znać skład i wyobrażać sobie jak smakuje ale nie przekonasz się jak to jest jeśli nie zanurzysz palca w słodkim kremie i nie posmakujesz- przecież krem to nie tylko słodki smak… W ustach wybucha cała gama doznań- od gładkości kremu, przez jego delikatność aż do wyjątkowości smaku. Biały… śmietankowy, waniliowy, cytrynowy a może kokos? Czekolada gorzka, z rumem lub z pomarańczami czy wiśnią. A owocowe? Nie poczujesz tego choćbyś przeczytał sto przepisów… Nie twierdzę, że to lepiej- smak też może rozczarować. Prawdziwiej. Nie muszę wyobrażać sobie jak smakują lody bazyliowe lub czy lawendowe nie mają posmaku mydła, bo takie właśnie mam skojarzenia. Przypomnę sobie miejsce i czas i radość córek, które zachwycały się lodowymi kwiatkami… Teraz naprawdę łatwiej wyjechać i zatrzymać się w naprawdę godnych warunkach. Moje pierwsze podróże były z namiotem… Teraz też mi się to zdarza- nie jestem zbyt wymagająca kiedy nie powinnam. Ważniejsze dla mnie było poznać smaki i zapachy miejsc o których czytałam. A czytam dużo. Zawsze przed wyjazdem. Lubię niespodzianki ale lubię też wiedzieć czego oczekiwać by nie przegapić czegoś istotnego. Na przykład trębacza w Ystad… Lubię swoje zaskoczenia. Zdziwienie nad siłą zapachu kalii anyżkowo-cytrynowy. A jak pachnie kwitnący laur? Bardzo słodko, intensywnie, szczególnie wieczorem- jak maciejka. To wszystko szybko umyka. Dlatego są zdjęcia. Zatrzymane piękne chwile. Ani chmury już nie będą takie same ani wschody czy zachody słońca. Wspomnienia- nieustające inspiracje… Pozostają czasami jak szarlotka z żurawiną i płatkami migdałów z tymiankiem… A nie. To wymyśliłam sama 😉 ale wyszła. W warunkach niemal polowych kiedyś we Włoszech… I z tym miejscem będzie mi się kojarzyć. Tak jsk pomarańcze z Grecją. Nie skąpane w słońcu jak nasze jabłka tylko w śnieżnej czapce rwane prosto z drzewa. Tak słodkie i soczyste… I jeszcze te olbrzymy z Maroka, kiedy jeden wystarczał na wielką szklankę napoju. Zaskakujący smak cytrynowo czosnkowych skrzydełek podanych z cieniutkimi frytkami julienne z pietruszki. Czy domowe placki z sardynkami w Odessie… Albo posiłek we włoskiej restauracji- właściciel zaserwował nam to, co przygotował własnej rodzinie- spagetti z mulami w sosie z białego wina i z natką pietruszki. Aida jadła wtedy mule pierwszy raz ale za to z jakim zapałem… I miłość do owoców morza trwa… Cudowne chwile nie tylko turystycznie. Choć zwiedzanie na własną rękę, własnymi ścieżkami może wymaga więcej przygotowań ale też daje więcej możliwości poznania jaki naprawdę jest kraj, do którego przyjechałam. Nigdy nie zastanawiałam się co zrobić na obiad. Nie ma rzeczy niejadalnych tylko trzeba je odpowiednio doprawić i podać 😊

Przepisy czasami zaskakują. Pierwszy raz bouillabaisse robiłam nie po powrocie z Francji a po przeczytaniu Harego Pottera i Czary Ognia 😊 we Francji oczywiście też próbowałam ale Francja kojarzy mi się zupełnie z czymś innym 😊 Chowder przygotowała dla nas moja koleżanka z USA 😊 i na stałe zagościł w moim domu w  chłodne zimowe dni.

Podróże to nie tylko jedzenie. To także tradycje i wydarzenia, których jesteśmy świadkami, które nas dotykają i pozostawiają ślad we wspomnieniach. Jak rekord prędkości rowerem… 70,1 km/godz. tuż przed granicą między Syrią a Libanem… To adnotacja w paszporcie, by powiadomić odpowiednie służby o moim wylocie z Libanu… To 10 przesiadek w drodze przez Niemcy z rowerami i dzieckiem by dotrzeć w końcu do celu. To nieustające herbatki u zupełnie obcych ludzi w Turcji. To także rozmowy. Piękne wspomnienia wspólnie przeżytych przygód z ludźmi, którzy jak ja nie potrafią tylko wzdychać i marzyć ale realizują własne marzenia. Sprawiają, że stają się rzeczywistością. To nie jest kwestia, że mnie stać- nie stać- też muszę odłożyć i dokonać wyboru. To kwestia priorytetów i pracy by te marzenia zrealizować. Dlaczego? Bo po to są.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s