Podróże- Sao Miguel- Azory

Zaczęło się pięknie. Wschód słońca… I dalej jest pięknie. Z Lizbony wylatywaliśmy o 7.35 Na miejscu ok. 10.00. Jest pięknie.

Niesamowite wrażenia. Na wyspie ostatnio mocno wiało- do 170 km/h i trochę spustoszeń widzieliśmy, jak zamknięty szlak na punkt widokowy na szczycie krateru… Ale tak było tylko kawałek- daliśmy radę 😊 Nadia lat 4,5 też 😊 . Oczywiście pytaliśmy na jakim odcinku jest problem itp… Wrażenia niesamowite- po prostu DZICZ nieokiełznana mimo wytyczonego szlaku… Zaczęliśmy od gorących źródeł, gdzie woda wrze- gotowana jest tu potrawa w wykopanych specjalnie dziurach gdzie umieszcza ją w naczyniu- coś w rodzaju mixu jednogarnkowego jest tam kiełbasa, mięso, coś w stylu kaszanki, ziemniaki, warzywa…( Cozido das furnas- pod taką nazwą więcej informacji) Po czym naczynie z nią jest odkopywane i wyciąga się ją i serwuje 😊. Dziś się nam nie udało, bo ubiegła nas jakaś duża zorganizowana grupa ale spróbuję jutro 😊
Chcieliśmy obejść jezioro dookoła ale nas nie puściła woda- jeden z wyższych poziomów ostatnio. Stwierdziliśmy, że jednak szczyt wulkanu będzie ciekawszy i ruszyliśmy… Było super- to wrażenie bycia na szczycie można porównać tylko z koncertem 😊. Krew w żyłach krąży szybciej, tętno przyspiesza a endorfiny sprawiają, że szybujesz i jest Ci tak niewyobrażalnie dobrze. I ten widok… Dziś było dużo chmur i widoczność niezbyt dobra ale dzisiejsze bujanie w obłokach było piękne. Zwłaszcza, że udało mi się odebrać tam szczególnie miłą wiadomość.
Zejście było proste a na zakończenie dnia źródła termalne…

Właśnie kończę wyżymać wodę z ubrań. Mokro… Ale od początku.
Dziś był rowerowy dzień. Z domu wyruszaliśmy z samego rana- tu czas jest przesunięty 2 godziny- do tyłu. Słonecznie to ponad 3.
To nie był przyjemny ranek. Dostać wiadomość, po której dociera jak można się pomylić, jak mało znaczy to, co dla mnie ma tak duże znaczenie. Utwierdzić się w przekonaniu, że nie warto się starać być otwartym i szczerym. Coś co brało się za dobrą monetę jest tylko miedziakiem rzuconym na odczepnego. Za dobrze i za szczerze myślałam o czymś co takie nigdy nie będzie. Może to przyczyniło się do tego, że chciałabym tu zostać. Tu gdzie rano budzą mnie ptaki słodkim trelem. Tu gdzie przyroda bujnie zagląda do okien, tu gdzie są jeziora i Ocean, który zaprasza swoim błękitem. Woła szumem fal radośnie uderzających o skały. Mogłabym całe dnie spędzać na plaży i wsłuchiwać się w jego opowieści. Nawet gdybym miała zostać tu sama…
Tu czas biegnie powoli, ludzie się nie spieszą. Jadąc na wyspę znalazłam gdzieś zdanie że podają tu steki ze szczęśliwych krów- nie próbowałam ale L. twierdzi, że bardzo dobre. Nie dziwię się, trawy pod dostatkiem łagodny klimat i brak stresu. Kurczak dziewczynkom też smakował- to też był szczęśliwy kurczaczek.
Wszystkie kościoły lub budynki mające jakieś znaczenie mają kolor biało-czarny. Czarny to tuf wulkaniczny-czarny i ciepły. Niesamowicie to wygląda. W każdym miasteczku biało-czarny kościół otwarty szczerze dla ludzi. Tego czasami bardzo mi brakuje w Polsce…
Ocean- uwielbiam wodę wszelką- nie przeszkadza mi zimna ani gorąca. Uwielbiam dłońmi przeczesywać jej delikatność patrzeć jak przecieka przez palce… Lubię jak otacza mnie jej miękkość i otula ciepło. Lubię kiedy krzyczy emocjami podczas burzy i radośnie skrapla się podczas deszczu. Cała paleta nastrojów wyrażona tylko tym czym jest…
Kąpiel w Oceanie Atlantyckim w towarzystwie fal na skalistym brzegu… Tym się nie podzielę- to moje. Tylko moje. Dało mi to tak dużo… Bardzo potrzebowałam żeby wróciło to coś co rano odeszło. Szukałam tyle piękna by zachwycić się nim i nie dopuścić tych myśli, które ograbiają z radości. Miałam poczucie, że to jest moje miejsce. Być może dziś a być może i jutro…
Jechaliśmy wzdłuż brzegu- raz w górę raz w dół. Zrobiliśmy ok 40 km przewyższenie ok 900 m. To dużo- zwłaszcza, że jechała z nami 12 latka. Daliśmy radę. Wieczorem ok 6 km mieliśmy jechać po zmroku. Zaczęło padać i o ile my byliśmy przygotowani o tyle rowery mniej-światełka zupełnie zamokły i przestały współpracować. Otoczyła nas ciemność i 6 km w dół postanowiliśmy rowery prowadzić. Ruszyliśmy i zatrzymał się pewien starszy pan, który zapytał jak nam pomóc. Nie chcieliśmy go fatygować zwłaszcza, że padało coraz mocniej ale zaproponował, że oświetli nam drogę, żebyśmy mogli bezpiecznie jechać. To niesamowite umieć dostrzec, że ktoś potrzebuje pomocy i udzielić jej nawet obcej osobie. ZAUWAŻYĆ i ZAREAGOWAĆ. To było piękne. Zmokliśmy bardzo. Tak mokra nie byłam nawet w Stegnie (kto widział ten wie). Ale byłam szczęśliwa.
Kwiaty- jest ich tu mnóstwo. Kwitną azalie i laury. Dzikie frezje i kalie- pierwszy raz czułam tak mocny zapach kalii cytrynowo anyżowy. Niecodzienny i bardzo intensywny. Azalie są wszędzie a lasy zachwycają barwami. Lasy laurowe- piękne. Dziś byliśmy w ogrodzie botanicznym w Furnas- tam gdzie spędziliśmy ostatnie dni. W ogrodzie są ciepłe źródła, z których można korzystać. Było super 😊 . Przejechaliśmy dziś ok. 50 km. Z Furnas na drugą stronę wyspy. Plantacja herbaty i trochę inny krajobraz. Ponownie spotkanie z oceanem… Piękny dzień- na koniec wpadliśmy na kolację do restauracji. Uwielbiam gotować ale też zbieram kulinarne doświadczenia kiedy tylko mogę. Dziś więc szef kuchni zaserwował omlet z dymką i krewetkami, skrzydełka w sosie czosnkowo- cytrynowym z chili i kalmary z bukietem warzyw no i dla L. befsztyk 😊 IDEALNY. Restauracja była pełna mimo to gospodarze znaleźli czas, żeby się do nas przysiąść i porozmawiać przy rodzimych nalewkach- limonkowo-miodowej, z marakui i jeżynowej. Mocne to było ale pyszne. A właściciele bardzo dumni z narodowego bogactwa. Przeżyłam ten dzień- nie czekałam na nic- na żadne słowa, które chciałabym, żeby padły, na żadną wiadomość. Już nie czekam.
Dziś bardzo pod górę… Baaaardzo. Od poziomu morza na 770 m.n.p.m 😊 No może od 50 m.n.p.m 😊 Po raz kolejny dochodzę do wniosku, że mam wyjątkowe córki 😊 A tak- obie są samodzielne i nie marudzą z byle powodu. Jestem dziś pod wrażeniem Aidy. 700 metrów do góry- widać, że było Jej trudno- mnie było. I wytrwale jechała, czasami prowadziła. Dojechała i była szczęśliwa. Na pytanie jak sobie radzi odpowiadała, że jest dobrze i jak będzie musiała odpocząć to po prostu to zrobi. Cieszę się, że potrafi mówić czego potrzebuje. Bez marudzenia, bez buntu (przynajmniej na razie) i z prostym podejściem- po prostu czasami tak trzeba. Oprócz tego, że kocham moje dzieci to po prostu lubię z nimi być. Lubię rozmawiać z moją 12- latką a Nadia bierze z Niej przykład 😊 Lubią się i to jest coś na czym bardzo mi zależy- chciałabym, żeby były dla siebie wsparciem, żeby zawsze mogły polegać jedna na drugiej. Wiem jak ja się czuję będąc sama w Warszawie. Nie chciałabym, żeby dziewczyny miały takie odczucia jak niekiedy ja miałam. Dlatego tak bardzo chciałam, żeby były dwie. Udało się- już nigdy nie będą same.
Co do dzisiejszej trasy- na zdjęciach widać oba brzegi wyspy i głównie kratery wulkanów. Sete Cidades Nationalpark. Zachwycające widoki. Niesamowite jeziora w kraterze wulkanu- zielone i niebieskie- dziś było to mało widać- bliższe jezioro jest zielone, dalsze- niebieskie. Piękny zjazd… Momentami ok 55 km/h i tylko dlatego, że było ograniczenie do 40km/h…
I zachód słońca nad oceanem… Jeżeli ktoś zna powód, dla którego powinnam wrócić do Warszawy proszę o podanie go teraz. Potrzebuję argumentów…
Nastrój niewiele rano się poprawił… Nadia uwielbia cukierki- jak większość dzieci tylko syrop glukozowy bardzo Jej szkodzi… Większość cukierków w Polsce zawiera syrop glukozowy. Podczas wyjazdów spotykamy słodycze z cukrem tak po prostu. Tym razem też znaleźliśmy cukierki których skład to cukier, syrop kukurydziany, kwasek cytrynowy i naturalne aromaty i barwniki… Został Jej JEDEN ostatni cukierek i kiedy wybiła 13 😊 powinnam coś zjeść a byliśmy daleko od miejsca gdzie miałabym na to szansę. Zostały tylko 3 tutejsze banany i Nadia oddała mi swojego cukierka.
– Mamo to masz jeszcze cukierka
– Nadia ale to Twój ostatni cukierek. Oddasz mi swojego ostatniego cukierka?
– Tak, bo Cię kocham.
Wzięłam i to był najsłodszy cukierek jaki ze ściśniętym gardłem zjadłam w życiu. Tak kochać by podzielić się czymś dla siebie ważnym bez żalu. Miłości powinniśmy uczyć się od dzieci…
„… boję się doświadczyć Twoich łez z daleka…” śpiewa Iza. Patrzę na moje córki… Czy zdążę? Czy zdołam nauczyć je tych rzeczy, które będą Im potrzebne w życiu? Jak będą mnie pamiętać?
Siedziałam dziś na mojej ulubionej plaży i słuchałam oceanu. Zastanawiałam się co jest bardziej słone- ocean czy łzy. Co takiego trzyma mnie tu gdzie jestem? Do czego wracam, co się dla mnie liczy… Taki dzień z rachunkiem sumienia. Są rzeczy w moim życiu, których spełnienia się boję a jednak są moją radością i smutkiem jednocześnie. Są rzeczy, których pragnę, bo zaczęłam wierzyć, że jestem ich warta… Jestem spokojna. Będą w moim życiu ale ode mnie już nie zależą. Nie będę czekać. Po prostu albo się wydarzą albo dalej będę marzyć. Marzenia… Tak wiele się już spełniło…
Kolejne moje Wyspy Szczęśliwe…
Azory należą do Wysp Szczęśliwych tak jak Kanaryjskie. Została mi Madera i Wyspy Zielonego Przylądka. Jeszcze trochę przede mną…

Prośba o wyspy szczęśliwe

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,
wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,
ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,
we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.

Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.
Konstanty Ildefons Gałczyński

Tu na Wyspy Szczęśliwe trafiały dusze ludzi, którzy nigdy w życiu nie zgrzeszyli… Moja tu nie trafi ale cieszę się, że jestem za życia, kiedy mogę poczuć smak i zapach. Gdzie czuję chłód wody i ciepło słońca, kiedy kocham i czuję całym swoim sercem gdzie Moje Miejsce.

Dziś krótko- powrót, smutek, Lizbona… I mocne postanowienie, że jeszcze wrócę na Sao Miguel kiedy będą kwitły hortensje. Morze niebieskich hortensji… Rosnących przy drogach i w każdym możliwym miejscu na wyspie… Tylko nie wiem czy wtedy starczy mi sił na powrót…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s