Łatwo jest zbudować sobie bezpieczny świat, w którym wszystko jest takie, jakbyśmy chcieli, żeby było. Ludzi też potrafimy widzieć takimi, jakimi chcielibyśmy by byli, choć mija się to z rzeczywistością czasami bardziej niż bardzo. Jedni nazwą to zaufaniem, inni naiwnością a jeszcze inni głupotą. Tak. Taka właśnie jestem. Głupia, naiwna i że zbyt dużym bankiem zaufania. Nisko oprocentowane to moje zaufanie. Zbudowałam bezpieczny dla mnie świat nie pytając nikogo o zgodę. Była mi potrzebna wiarą w to, że coś istnieje, choć nie istniało. Nawet taka fałszywa wiara potrafiła dodawać skrzydeł. Nie chciałam się budzić z tego snu. Ale kiedyś trzeba. Bańka prysła, nie wytrzymała napięcia. Może potrzebowałam jej by nauczyć się jak naprawdę wygląda życie. W mojej bezpiecznej bańce wierzyłam, że jeśli dobro dajesz to ono wcześniej czy później do Ciebie wróci. Otwierałam serce zbyt często i zbyt chętnie przed tymi, którzy nie byli warci nawet na nie spojrzeć. Nie stawiałam granic, wierzyłam, że ludzie wiedzą co to szacunek i takt. Że nie wykorzystają mojego życzliwego podejścia. Nauczyli mnie bardzo dokładnie, że są tacy, którzy potrafią tylko brać i ani im w głowie dać coś od siebie. A jeśli mówię „nie” podnoszą raban w sprzeciwie. I to jaki… Naiwnie wierzyłam, że rozmowa coś da. Dziś wiem, że niewielu jest takich, którzy chcą słuchać i zrozumieć. Reszta chce słyszeć tylko to, co utwierdzi ich w przekonaniu, że to ja jestem ta zła a Oni są poszkodowani. Bo już że mnie nie mogą czerpać garściami. Cóż. Jestem winna, że im na to pozwoliłam. Tak, czas przeszły. Już nie pozwalam. Poznałam swoją wartość i nie wystarczy „przepraszam”, które tak naprawdę nie padło. Nie snuję domysłów, nie lepię rzeczywistości z kruchych argumentów. Nie wchodzę w gierki i manipulacje. Stawiam na twarde argumenty, nie na aluzje i niedopowiedzenia. Nie jestem Twoim wyborem ok. Nie muszę. Dziś łatwiej mi odpuścić. Dziś bogatsza o doświadczenie nie karmię relacji pasożytniczych i tych z letalnym genem. Chcę żyć. I dziś już wiem jak.
Jak