Akceptacja… Słowo magiczne, otwierające drzwi do zaufania… Jedno nie istnieje bez drugiego. Kiedy patrzę na Ciebie właśnie tego mi brak… Zawsze uprzejmy, zawsze dobry a z drugiej strony taki daleki… Nie chcesz mnie poznać. Nie chcesz wiedzieć jaka jestem naprawdę. Dlaczego? Nie rozumiem. Niczego nie chcę- tylko zaakceptowania tego jaka jestem, z czym tak naprawdę niosę swoje serce- co w nim jest. Nie chcesz wiedzieć. Odtrącasz mnie kiedy ja… kiedy mnie.. kiedy podchodzę do Ciebie bez niczego co mogłabym Ci dać- podchodzę tylko ja jedna- sama- stoję przed Tobą i nie mam nic. Może powinnam się już pogodzić z tym, że nie mam nic co chciałbyś wziąć? Tak bardzo chciałabym zostać. Poczuć Twoje dłonie otulające moją twarz. Głaszczące moją szyję, dotykające ust… Chciałabym wtulić policzek w ciepło Twojej dłoni. Chciałabym widzieć Twoje oczy patrzące w moje z radością…. To nie jest możliwe. Odtrącasz mnie i wszystko co dla mnie ważne, bo nie potrafisz inaczej? Bo skrzywdził Cię ktoś taki jak ja? Ja nie zasługuję na szansę? Czy TY jej sobie nie dasz? Razem czy osobno?