Chichot losu

Wracałam z koncertu. Pierwszy raz od dawna ze ściśniętym z bólu gardłem. Niewypowiedziane słowa, myśli i emocje potrafią boleć. Rozpierają to coś, co łomocze się w piersiach jak ptak usidlony podstępem. Zbierają falą hamowane siłą woli i doświadczeniem w uśmierzaniu bólu. Lata praktyki.
Muszę zamówić Ubera. Share, bo tylko tak mam szansę na szybki odbiór w moje rejony. Jest. Już ktoś jedzie. Czeka mnie dłuższa przejażdżka.
Issey Miyake… Ten zapach uderzył mnie wszystkimi wspomnieniami jednocześnie. Mocno i niespodziewanie. Precyzyjnie. We wszystkie czułe miejsca. W myślach usłyszałam własny jęk „nie dziś. Tylko nie dziś…”
Starałam się nie oddychać gdy tymczasem padły równie zaskakujące słowa.
– Nie spodziewałem się dziś poczuć Dolce Vity… Zamarłam. No to mamy remis.
– A ja Isseya Miyake. Minę miał tak zaskoczoną, że musiałam się roześmiać.
– Tego się nie spodziewałem
– Ja też- i rozmowa potoczyła się sama. O zapachach i związanych z nimi wspomnieniach. Śmiał się kiedy wspominałam jak używałam Isseya jsko odświeżacza powietrza ale i spodobało mu się, że kojarzy mi się z taką pierwotną, niczym niepohamowaną wolnością. I spojrzał na mnie jakby wiedział, że to tylko część wspomnień związana z tym zapachem. A ja w milczeniu skinęłam głową, że wiem, że się domyśla.
Nigdy nie wiemy co jest nam pisane póki los nie odkryje nam skierowanych w naszą stronę słów. Czasami nie takich, na które czekamy. Często wręcz takich, których nie chcemy, obawiamy się lub zwyczajnie nie bierzemy pod uwagę. A los przewrotnie właśnie te nam serwuje i jakby cieszył się z naszego zdezorientowana po cichu i figlarnie puszczał do nas oko. I tak się chyba właśnie stało. Przypadkowo spotkany Ktoś. Rzucone od niechcenia słowa, na które nie czekałam i zaczyna się nowy rozdział historii. Kiedy zatrzaskują się drzwi zawsze otwiera się okno na nowe możliwości.

Umówiliśmy się na kawę.

Potrzebowałam dziś rozmowy. Zwyczajnych słów. Takiego pewnego rodzaju ciepła, czy jak to nazwać? Życzliwości? Może po prostu zauważenia i potraktowania z uwagą? I to właśnie dostałam. Tak po prostu. Od nieznajomego.

To w sumie nie był taki smutny wieczór.

Dodaj komentarz