Kiedy stajesz przed wyborem czy życie zakończyć czy postarać się by trwało milion myśli bije się o pierwszeństwo. Co by było gdyby mnie nie było? (chciałam napisać „gdyby mnie zabrakło” ale musiałabym wierzyć, że ktoś odczuje mój brak). Kto odczuł by moją nieobecność? Czy buntownik lat 14, który zakładam, że mnie kocha na swój własny sposób, choć „zakładam” jest tu kluczowym słowem- bo takie czasy, okazywanie uczuć, zwłaszcza rodzicom jest „nietiktokowe”. Więc w swojej matczynej naiwności „zakładam”. Czy po 25 latach razem moja nieobecność wiele by zmieniła? Bo choć z przywiązaniem i prawdziwym wsparciem dla siebie dajemy radę to czy będąc osobno radzimy sobie mniej? Dwoje samodzielnych, wyczulonych na siebie nawzajem indywidualistów. Potrafimy żyć razem ale i osobno wychodzi nam coraz lepiej. Dom nie przestałby funkcjonować. Ot po prostu zwolniło by się miejsce. Duuużo miejsca. Starsza córka jest gotowa by żyć samodzielnie. Popełniać własne błędy, kształtować swoje życie po swojemu. Jest odważna, odpowiedzialna, umie sobie radzić z problemami. Ma Przyjaciół.
Przyjaciele. Niewielu Ich mam, życie zweryfikowało wszystkie znajomości. Ten etap też już za mną. Każdy ma swój świat, w którym daje mi odpocząć przez chwilę. I czuję ogromną wdzięczność za każdą chwilę, kiedy ten świat staje się i moim. Chwilę. To nie tak, że czuję się zbędna. To jest tak, że czuję, naprawdę czuję, że nie mam wpływu na czyjś dobry dzień. Poza swoim. I tu ta druga strona medalu. Życie.
Czy jeszcze raz zawalczyć? Czy jeszcze raz spróbować? Czy jeszcze raz podnieść się, choć jest cholernie trudno? Nie mam siły a najbardziej pomysłu skąd ją brać, zwłaszcza teraz. Moje własne Kinaros…
A jednak wybieram życie. Bo to jedyna rzecz, która jest tak naprawdę moja. I to ode mnie zależy więcej niż mi się dziś wydaje. Mogę nie mieć dziś sił. Po operacji to normalne. Powinnam się przyzwyczaić. A jednak zawsze dopada mnie ten nastrój zwątpienia. I póki go nie wypiszę, póty siedzi i się rozrasta. Czuję jak powoli zmienia się punkt mojego widzenia. Doceniam wolność, którą czuję dzięki komuś już te 25 lat. Podziwiam piękną dorosłość mojej córki. Jej niezłomność, szczerość i odwagę. I jestem dumna z młodszej, bo choć jest zbuntowaną nastolatką dzwoni do mnie wracając ze szkoły, bo chce. Tak po prostu. Nawet jeśli nie mogę odebrać.
Tym razem uczę się niczego nie oczekiwać. Od innych-i tak zrobią to, co będzie korzystne dla Nich. Więc i ja będę robić to, co jest z korzyścią dla mnie. I mniej liczyć się z innymi. Może mi się uda? Ale też uczę się mniej oczekiwać od siebie. „Bo powinnam” zastępuje pytanie „czy chcę?”.
Jak u Meryl Streep:
„Kiedyś wchodziłam do pokoju pełnego ludzi i zastanawiałam się, czy oni mnie lubią. Dziś wchodzę i zastanawiam się, czy ja lubię ich”
A lubię parę osób. Nawet jeśli dla Nich nie ma znaczenia mój dzień. Nie oczekuję wzajemności, choć oczekuję szacunku. I to się nie zmienia. Muszę podejmować wiele decyzji. Czasami bardzo szybko, nawet „wbrew procedurom”, bo w grę wchodzi czyjeś życie a moje doświadczenie pozwala mi podejmować trafne wybory. I nie zamierzam za to przepraszać. Doświadczenie w życiu mam dłuższe niż zawodowe, co mnie więc wstrzymuje przed dokonywaniem takich wyborów, które są najlepsze dla mnie? Poczucie obowiązku? Względem kogo?
Wygramolenie się z dołka zajmuje czasami więcej czasu niż bym chciała. Ale dziś tylko Czas mnie z czasu rozlicza. I to w twardej walucie. Ale może mój niewątpliwy urok jeszcze trochę podziała zanim będę go musiała brać na kredyt.

Jedyną odpowiedzią na pytanie z „Hamleta”: to be, or not to be, jest…obserwacja życia. Skoro żyją ludzie starsi ode mnie, to jest jednak cel życia. Są inni niż ja? Są różni od siebie wzajemnie? Ok, to znaczy tylko tyle, że cel jako wartość bezwzględna ZAWSZE istnieje, kwestią do rozstrzygnięcia w tym jest to, jaki sobie obrać. Jest tego mnóstwo. Jednak nie należy wpadać w pułapkę określaną słowami: ja muszę, ja powinnam, bez tego nie ma sensu. Osiągnięcie celu to tylko jeden schodek. Idąc po nim możemy przeskoczyć na wyższy bez przymusu, skoczyć na schody obok. Droga życia zawsze gdzieś wiedzie. Co jest na końcu drogi? Śmierć? Bynajmniej – nie. Kolejna droga. Nic o tym nie wiemy? Ale czy aby na pewno? Posłuchajmy swojej duszy, ona nam opowie o tysiącach dróg już przebytych przez nas. Szerokiej drogi życia!👍
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Masz rację. Nie znamy czasami kierunku- jak tu. Zastanawiamy się nad sensem dalszej wędrówki a tymczasem to brak sił i pora by przystanąć i odpocząć a nie zakończyć wędrówkę. Pewien jej etap jak piszesz, bo i tak dalsza wędrówka przed nami.
PolubieniePolubienie