Wyszłam z ciszy.
Niemych krzyków, cichych protestów, suszy łez.
Myślałam, że to wystarczy- wyjść.
Nie wystarczyło.
Uczyłam się mówić, tańczyć, śpiewać i śmiać. Jak dziecko, które zaczyna chodzić.
Przez chwilę.
Wypuszczałam śmiech i śmiech nie wracał.
Wypuszczałam słowa, wracały zmienione i nie moje, odbijały się od tarczy, którą musiałam podnieść i zraniły wszystkich wokół.
Dziś zawołała mnie cisza:
„pora wracać”.
Odpowiedziałam: „Nigdy więcej”