Ja to mam szczęście do nietypowych znajomości. Z jedną taką żyje się nam już prawie ćwierć wieku. Jakoś tam się żyje. Raz lepiej raz gorzej ale naprawdę możemy na siebie liczyć. Możemy na sobie polegać. Druga znajomość choć daleko jest mi tak bliska jak bliska potrafi być rodzina. Wdzięczna jestem za obie. I otwarta na kolejne dobre relacje. Takie po prostu dobre. Bez oczekiwań i żali. A dziś w drodze do pracy jechałam znowu uberem i znowu z kimś, z kim lubię jeździć. A zaczęło się od muzyki. No, bo czemu nie? Ale piosenka mnie urzekła. Musiałam zareagować. Nie każdy słucha przecież Papa D. I to ze Spotify, z utworzonej przez siebie listy. Zwykle w samochodzie kierowcy słuchają po prostu radia. Niektórzy jadąc przeglądają strony, oglądają rolki czy prowadzą konwersację. Myślałam, że głuchoniemy kierowca skupiony będzie na prowadzeniu bądź co bądź pojazdu w ruchu z pasażerem ale głuchoniemy kierowca z ADHD to już pewne wyzwanie dla mojej cierpliwości i to bynajmniej nie z powodu braku konwersacji.
Z tym kierowcą jest jednak zupełnie inaczej. Gust muzyczny mamy niemal identyczny. On jednak nie lubi jazzu ale może uda się Go namówić na koncert Kajperka. To inna kraina jazzu. Dla mnie świetlista w dźwiękach i czuła w melodii.
„Niechęć” jej przeciwieństwem a też lubię się w niej zatracić.
Wszystko zależy od nastroju. I towarzystwa. Tak. Od towarzystwa też. Ale odbiegam od tematu. Otóż mój Pan Kierowca jeździ uberem dla przyjemności. Nie musi. Nie jest to dla Niego główne źródło dochodu. Wręcz wyłapuje krótkie trasy, które odrzucane są przez innych kierowców jako nieopłacalne i podwozi ludzi. Pracuje zdalnie w domu a uber okazał się po prostu ciekawą przerwą w pracy. I tak się właśnie poznaliśmy. Na krótkiej trasie z mojej pracy do domu, kiedy po dobie jedyne o czym marzyłam to pójść spać. Wchodzę do samochodu a tam Papa D. Kiedyś na sesji jeden z fotografów też miał dla mnie taki prezent. Niby tylko głośnik, tylko muzyka ale ta sesja wyszła super. Jestem najbardziej zadowolona z tych właśnie zdjęć. Tym razem też się uśmiechnęłam i już mi się tak mocno spać nie chciało. Tym bardziej, że to była nowa piosenka. Od razu zapytałam które to radio ale padło „to z mojej ulubionej playlisty” „no to mamy podobne ulubione playlisty” i rzeczywiście. Piosenki, które się pojawiały też miałam na swojej playliście. No, może jedna, dwie mnie zaskoczyły ale pozytywnie. Dodałam i posłuchałam bardziej uważnie. No miły czas. Aż szkoda, że tak szybko minął. To była Pierwsza podróż ale nie ostatnia. Było jeszcze kilka. Ja to mam szczęście.