Uliczki znam w Barcelonie…

Ferie i rodzinny czas. Tym razem niespiesznie w Barcelonie. Byłam, nawet kilka razy. Rowerowo. To zupełnie inne zwiedzanie. Pamiętam okolice i Montserrat ale samą Barcelonę jak przez mgłę. Kojarzę Sagradę- kto jej nie kojarzy ale raczej jako majaczące miejsce niż jako niekończący się zachwyt. A warta jest zachwytu. Oprócz schodów. 400 wąskich stopni wielkim ślimakiem w dół. Mój ortopeda może być ze mnie dumny. Sama z siebie jestem. A nie było łatwo.

Bilety kupiliśmy półtorej godziny przed wejściem. Sprawdzałam w Polsce, inne było menu w aplikacji. Tu bez problemu dało się kupić od razu wszystkie bilety. W polskim menu- każdy oddzielnie i było ich mało. Nie wiem jak to możliwe ale możliwe. Plus wejścia poza sezonem bez kolejki. Żadnej. Bilet 36 euro dorosły, 34 euro student lub osoba do 30 roku życia. Dzieci do 10 lat bezpłatnie ale nie mogą wjechać na wieżę. Sama Bazylika 26 euro. Wzięliśmy opcję Bazylika (bez przewodnika, tylko audioprzewodnik w języku polskim. W wersji skróconej – 25 minut lub rozbudowanej-45 minut) i wieża Pasji- jest z widokiem na miasto i wzgórze. Wieża Narodzenia jest odsłonięta w kierunku morza. Wjazd windą. Zejście tylko schodami. Najpierw między ścianami ale później tylko ślimakiem

Park Güell. Jego pamiętałam jak przez sen. Pamiętałam, że zostałam na dole z rowerami grupy. Wyższych części parku nie kojarzę. I zielonych krzykliwych papug też.

Warte zobaczenia. Naprawdę. Nie w pośpiechu, tylko ciesząc się każdą chwilą. Bilety do parku 10 euro dorosły bilet od 7 do 12 roku życia 7 euro.

Ciąg dalszy jak wrócimy z kolejnego spaceru 😊

Dodaj komentarz