Znowu… Marchewkowe zwierzenia.

Mój kochany Panie od Marchewek… Znowu zrobiłam z siebie idiotkę. Po co mi to było? Zareagować szybciej niż pomyślę. Przemyślę. Bo gdybym to zrobiła nie byłoby tu tego wpisu. A tak… Mam żal do siebie, że nie potrafię powiedzieć koniec. Mam nadzieję? Na co? Teraz wiem, że na nic więc dlaczego jednak musiałam zrobić coś czego teraz żałuję? Znowu się cofam w siebie by znaleźć to miejsce, które przytula. Trudno mi. Każdy mój krok w Jego stronę kończy się tak samo. Rozbiciem głowy o ścianę. A ja ciągle próbuję. I nie umiem przestać. Później jest taki dzień jak dziś, kiedy patrzę smutno w telefon i mówię do siebie „idiotka”. I coraz mniej mam sił, by „dawać radę”. Wiem, zawsze powtarzasz, że przeceniam niektóre znajomości, że nie odcinam tych zeschłych gałązek, którym żadne życiodajne nektary już nie pomogą. Tak sterczą wokół mnie te gałązki jak spalony las. I wiesz co kochany Przyjacielu? Kiedy się w końcu ocknę, będzie to fantastyczne ognisko. Spojrzę jak spalać się będą ci, którzy dla własnych korzyści potrafią posunąć się di każdego kłamstwa, jak trzeszczą z wesołym sykiem Ci, którzy jak chorągiewki ustawiali się tylko z wiatrem. Dla których trwanie przy kimś było zbyt trudne. Aż wreszcie zobaczę gałązkę, na której jest Jego imię. I mam nadzieję, że wraz z nią spłonie cały mój ból, którego już nie umiem udźwignąć. Cały smutek bycia „nie tą” „niewystarczającą” „nie taką jakby chciał”. Gdy dotli się ten żar odejdę i ja. I nie będę to już ta sama ja, którą znałeś Przyjacielu. Tych kawałków już nie da się poskładać. I tego chyba się najbardziej boję. Tego braku ciepła we mnie. Jesteś daleko. Nawet tego nie zauważysz. Boję się, bo czuję jak już mnie to zimno wypełnia. Jak dni przypominają jeden drugi i jakby mnie w nich nie było. To się już rozpoczęło Przyjacielu. I tylko takie chwile jak dziś, kiedy wymyślam sobie od idiotek, które znowu zrobiły coś, czego nie powinny świadczą o tym, że czuję. Że potrafi mi być przykro, kiedy wyciągnięta ręka trafia w obojętność. Kiedy moje słowa zamiast cieszyć są bez znaczenia. Uczę się odchodzić ale jeszcze pewnie nie raz będą to nieudolne próby. Gdzie jest ta dziewczyna, która potrafiła biec z radośnie rozpostartymi ramionami na spotkanie jakby niosły ją skrzydła? Połamała skrzydła na murze, który został wybudowany specjalnie przed Nią. Wieloma rękoma. Z wielu różnych, nieraz obślizgłych materiałów. Co z tym powinnam zrobić Przyjacielu? Zbyt wiele popłynęło już łez. Wstawię wodę na kawę i otworzę puszkę z piernikami. I będzie tak, jakbyś tu był. Ze swoim uśmiechem. Przytul mnie mocno, bo tego potrzebuję tak bardzo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s