Potrafiliśmy czuć tak wiele. Uczucia były w nas stale mieszającą się lawą. Nie potrafiliśmy ich jednak sobie okazać. Kłębiły się w nas emocje niczym burzowe chmury zmieszane z cudowną tęczą. Ale nie potrafiliśmy ich wyrażać. Tęskniliśmy do siebie lecz nie pozwalaliśmy tęsknocie biec do siebie. Pragnęliśmy siebie jak krystalicznego powietrza a jednak wybieraliśmy zaduch tłumu, nie siebie. Woleliśmy odejść niż wyznać jak bardzo nam siebie brak. I chociaż słów nam nie brakowało woleliśmy milczeć o tym co czujemy, jak bardzo potrzebujemy swojego ciepła i obecności. Jak szybują nam myśli kiedy tracimy siebie z oczu. I chociaż byliśmy dla siebie ważni woleliśmy wybierać inne przystanie. Po największych burzach szukaliśmy ukojenia w innych ramionach.
A jednak w tym wszystkim było coś, co wciąż noszę w sobie jak ciche światło — delikatne, ale niezniszczalne. To świadomość, że nawet jeśli nie umieliśmy być dla siebie w pełni, to przez chwilę byliśmy dla siebie światem. Że Twoja obecność potrafiła rozjaśnić we mnie miejsca, o których istnieniu nie wiedziałam. Te chwile zostały ze mną, łagodne jak dotyk, który pamięta się dłużej niż słowa.
Dlaczego nam do siebie tak daleko, choć tak blisko?
Nie wiem. Wiem tylko, że życzę Ci szczęścia. Słońca nad głową i ciepłego piasku pod stopami. Życzę Ci, by było Ci do kogoś blisko i temu komuś blisko do Ciebie. Niech Wasze ścieżki biegną tak bardzo w jednym kierunku jak nasze bardzo się rozbiegły. Niech ten Ktoś nie czeka na Twoje słowa, bo znajdziesz je dla Niego nie ważąc czy zabrzmią zbyt prosto czy niezrozumiale. Po prostu je powiesz a to co z nich wyniknie będzie Waszą wspólną radością. Życzę Ci odwagi bycia niedoskonałym, bo w tym tkwi doskonałość wspólnego życia. Bądź dla tego Kogoś tym wszystkim, kim jesteś dla mnie. Z tą małą różnicą, że dla Niego będziesz gotów narazić się na wszystkie swoje obawy z wiarą, że jesteście dla siebie pomimo i wbrew i dlatego, że tak właśnie jest dobrze. Soley…
Bez tytułu