Marchewkowa kłótnia

Mój Kochany Przyjacielu. Nie przestanę kochać naszych rozmów nawet jeśli się kłócimy. I to jak zawzięcie i zażarcie jak śpiewa Blauka (no genialna piosenka) W pewnym momencie sprawiało mi przyjemność takie niewielkie prowokowanie Cię do dalszego wyciągania kolejnych argumentów. A zaczęło się niewinnie. A potoczyło jak zwykle. Wiem, że Ci na mnie bardzo zależy. Wiem. I dlatego wszystko, co mówisz i robisz wynika z Twojej troski o mnie. Wiem. Ale z kim mam rozmawiać o swoich wątpliwościach? Wiem, że to potrafi Cię zdenerwować. To nie ja Cię denerwuję tylko kierunki moich naiwnych przemyśleń. Wiem. Rozumiem. I wiesz, Nikt ale to kompletnie NIKT nie potrafi tak skutecznie mnie wysłuchać i pomóc podjąć właściwe decyzje. Potrzebowałam tych argumentów. Nie wiem jak Ty to robisz, że potrafisz tak szybko znaleźć te najtrafniejsze. Nie było mi przykro Przyjacielu. Wiele że spraw już podświadomie to czułam. Być może decyzje już zapadły i potrzebowałam usłyszeć potwierdzenie ich słuszności z Twoich ust. I usłyszałam.
-Nie chcę, by ktoś, kto mnie chce obawiał się, że mnie chce. Z jakiegokolwiek powodu. I w imię jakiejkolwiek zasady.
-Nie chcę być blisko kogoś, kto zastanawia się nad moją chęcią bliskości. Czy jej potrzebuje czy nie. Co Ona mu daje. Czy lepiej, żeby była czy niczego nie wnosi.
Tym razem potrzebuję jasnej, czytelniej deklaracji. Trudno.
-Nie chcę już czekać. Chcę iść dalej nawet jeśli ważne dla mnie osoby zostawiam za sobą. Nie chcą iść ze mną i nie do mnie należy przekonanie Ich do tego.
– Otwieram się na to, co przede mną będąc wdzięczną za to, co było. To musiało się wydarzyć, bym mogła być w tym momencie taka, jaka jestem. Gotowa na zmiany i już bez lęku idącą w ich kierunku.
Nikt mnie nie woła- zostań. Nikt już mnie nie potrzebuje, by tworzyć, by pomóc mu ogarnąć coś, co wymyka się schematom. A jestem w tym dobra. Potrafię łączyć i skupiać wokół siebie ludzi gdy chcę. Potrafię bardzo dużo z siebie dać i sprawić, by chcieli z siebie dać i inni. Ale to też było za mało. Nie tych zalet szukałeś…
Nie zgasło moje światło. I nadal czuję promienie słońca na skórze.
I tak Przyjacielu. Potrzebowałam Twojego wzburzenia, by to do końca zrozumieć. O ileż łatwiej jest po rozmowie z Tobą. Nasza kłótnia jak zwykle ma oczyszczające właściwości. Zwłaszcza ze złudzeń. Tych mi już nie potrzeba. Bałeś się, że znowu zrobię krok w tył. Tymczasem potrzebowałam Twojej wyciągniętej dłoni, by zrobić krok do przodu i utwierdzić się w przekonaniu, że już nie stąpam po lodzie. Chłód zostawiam za sobą. Przede mną nowy etap. Z Tobą. Jak przez tak wiele już lat. Jesteś moim punktem podparcia. Przepraszam, że kiedyś myślałam, że jest nim ktoś inny.

Mantra

Dodaj komentarz