Żegnaj

I nic się nie stało. Cisza jak była, taka pozostała. Na co liczyłam? Na cud? W moim wieku i takim doświadczeniu w tej konkretnej relacji? To byłby rzeczywiście cud. Myślałam, że będzie trudniej. Tymczasem cisza zamieszkała i we mnie. Taka skrojona z jesiennej zadumy nad złożonością szczęścia. Może sama pewność braku zmiany uruchomiła i zmianę we mnie? Przestałam czekać, skoro moje czekanie było czymś niedorzecznie śmiesznym. Wstyd mi, kiedy pomyślę do czego byłam gotowa, by wskrzesić z popiołów coś, co nie okazało się Feniksem. To nawet nie był kurz z cieniem szans. Tak zimnego, wygasłego ogniska nie dało się powtórnie rozpalić. „Czyj był błąd?” To już nieistotne. Nie będę sobie wyrzucać, że było mnie „Za dużo” bo raczej Jego było „Za mało”. I nic nie potrafiło tego zmienić.
Z pełną mocą dotarło do mnie, że jestem zbyt wartościowym człowiekiem, by nadal czekać. Jestem Oceanem i Oceanem pozostanę. Nie będę udawała małego jeziorka tylko dlatego, że ktoś nadal nie umie pływać. Nie moja to wina, że mam tak wiele do zaoferowania.
Ot takie przemyślenia z wanny z pachnącą pianą w blasku świec. Czarodziejski wieczór. Taki specjalnie dla mnie. Bez pośpiechu. Z wodą, która w kroplach odbijała uśmiech. Wypłakałam już wszystkie łzy w tym nie spotkaniu dwóch dusz. Nawet jeśli we wszelkich doniesieniach była to relacja karmiczna. Była. Nie zgadzam się, by trwała. Wiem już jaki robiłam błąd. I wiem jakiego już nie popełnię. Potrzebny był mi ten czas. Potrzebny, by zrozumieć.
Z wdzięcznością żegnaj.

2 Comments

Dodaj komentarz