Cztery lata jak Pandemia za moje medyczne starania pokazała mi środkowy palec zabierając Ciebie na zawsze. Nie zdążyłam Ci powiedzieć tak wielu rzeczy. W bezsenne noce brakuje mi Twojego „śpisz?” Zawsze potrafiłeś wyczuć mój niepokój. Moje zbuntowane myśli zawsze potrafiły znaleźć Twój adres. Nie wiem Kim miałeś być na mojej drodze. Wiem Kim byłeś i czego się od Ciebie nauczyłam. Ten spokój niezaangażowania, autonomia i wolność słowa. Twoja otwartość na mnie dała mi poczucie, że nie jestem nikim. Widziałam i czułam jak uważnie mnie słuchasz. Potrafiłeś to jak mało kto. Tak uważnie jakbyś słuchał słów w obcym języku, który dopiero poznajesz. I miałeś dla mnie całe morze czasu. Nie lubiłeś, kiedy zastanawiałam się dlaczego. Po prostu lubiłeś ze mną rozmawiać. A ja w naszych rozmowach nie czułam się kimś gorszym. Mniej wiedzącym, mniej oczytanym, mniej rozumiejącym. Chciałeś wiedzieć co wiem nawet jeśli była to tylko namiastka tego co Ty wiedziałeś. Nie bałam się przy Tobie moich myśli. Nie bałam się mierzyć na głos z demonami i nie bałam śmiać się z własnych słabości. Czułam, że chciałeś być częścią mojego świata siedząc w fotelu i przypatrując mu się z uwagą. I o dziwo zainteresowaniem. Nie wiem czy to przez Bajki Majki czy przez przejścia kiedy wiozłeś mnie do szpitala. Wiem, że ta noc w szpitalu wiele we mnie zmieniła. Nawet się wtedy dobrze nie znaliśmy a cisza z Tobą i Twoja dłoń, kiedy tak bardzo się bałam, kiedy tak wiele uczuć przelewało się we mnie były początkiem zmian. Gdyby nie to, co działo się później, gdybyś nie uzbroił nie w odwagę zrozumienia własnych demonów nic by się nie zmieniło. Dalej byłabym Królową Dram tańczącą jak Jej zagrają. Pozwoliłeś mi usłyszeć własną melodię pośród zgiełku oczekiwań wokół. Zaczęła grać we mnie coraz głośniej aż pękła skorupa i zobaczyłam siebie taką jaką chciałam się zobaczyć. Silną i gotową na zmiany. Nawet jeśli te zmiany były trudne. I byłeś przy mnie. Obserwowałeś. Zawsze mogłam liczyć na kawę. I szczerą rozmowę. Nawet jeśli nasze zdania były różne mieliśmy czas, by siebie wysłuchać. Cztery lata a ja wciąż czekam kiedy przyjdziesz z książką i pytaniem ” jestem ciekawy co o niej myślisz”. Zanim jeszcze ją wydasz.
Bardzo mi Ciebie brakuje.
To, co dobre nie mija