Ciepło, które nie może znaleźć ujścia parzy.
Tak jak słowa. Te niewypowiedziane ranią serce. A moje nie chce już więcej ran. Dlatego piszę. Słowa wypisane są przeciwwagą dla tych, które nigdy nie padną.
Mało mnie tu. I zastanawiam się czy nie dać sobie spokoju z pisaniem w miejscach, gdzie ktoś to może przeczytać. Ostatnio wystarczają mi notatki w telefonie. Krótkie rozmowy z samą sobą, gdzie szczerość nadal jest cnotą a prawda prosto w oczy choć boli jest priorytetem.
Z tych rozmów wyłania się ktoś, kto swoje uczucia i spostrzeżenia otaczającej codzienności dzielił z ludźmi i został źle zrozumiany, źle odebrany. I to zabolało. Naprawdę zastanawiam się „po co?” Wydawało mi się kiedyś to tak naturalne. Tak proste, że dzielenie się myślą jest czymś, na co ktoś czeka. Ktoś chce ją poznać. Nie chce. I nie czeka. Tymczasowość, życie chwilą, kochanie siebie ponad wszystko… Gdzie tu miejsce na drugą osobę? Zwłaszcza taką, która poza tym, że czuje niczego więcej nie ma. No może to ciepło, którego też nikt nie chce. Boję się być z całym tym moim sercem na dłoni. Tak przecież nie można.
A mnie się kiedyś wydawało, że można. Czasami dalej mi się wydaje ale ta nadzieja szybko gaśnie. Mijam. Tak jak mijają pory roku w moim kalendarzu. Po wyrwanych kartkach zostaje puste miejsce. Tym się właśnie czuję. Miejscem, którego nic nie wypełnia.
Moje miejsce